

Podróżnicy odkrywający nowe lądy nie byli romantykami. Nie podziwiali krajobrazów,
pięknej przyrody czy cudów architektury. Kierowała nimi chęć zysku: chcieli robić
tam interesy albo przynajmniej podbić co się da by robić tam interesy później.
Wszystko przeliczali i kalkulowali jakie przebicie na towary osiągną w swoim kraju.
Gdy wracali żywi i zdrowi - wówczas nie było to przesądzone - oprócz towarów
przywozili opowieści.
O ludziach, zwyczajach i obyczajach.
Czy dziś jest to możliwe? Pełni wiedzy z internetu, kanałów edukacyjnych i telenowel jesteśmy przekonani, że nic już nas nie zadziwi. Dopiero kiedy wyobrażenia ukształtowane przez media zderzają się z rzeczywistością dostrzegamy różnice kulturowe.
Globalizacja tylko pozornie ujednolica zwyczaje, nawet te biznesowe, korporacyjne. Swoją specyfikę regionalną ma nawet corporate governance a co dopiero mówić o negocjacjach, czy inwestycjach w Obcym Świecie.
Kontakt z tubylcami w garniturach okazuje się najważniejszy – dla obu stron. Rozmowa pozwala poznać i zrozumieć. Niespodziewanie kontakt osobisty osiąga rangę spotkania dyplomatycznego.
Nowy Kraj oceniamy przez jego mieszkańców, tak jak oni Nasz Kraj przez nasze
postępowanie. Doświadczenia podróżników przemierzających lądy i oceany przenoszą się do
gabinetów i sal konferencyjnych.
Im dalej od domu, tego co znane i zrozumiałe, miejsca gdzie czujemy się pewni, tym większa
szansa na porażkę. Po co ryzykować, lepiej trzymać się opłotków. To jednak jest nudne... Dla
niektórych. Tych z genem poszukiwacza i odkrywcy. Bez względu na to, czy dotyczy plantacji kokosów i hotelu nad oceanem, czy demokracji za wschodnią granicą.
Te Nowe Światy sami sobie wyznaczamy.
Andrzej Stawiarski
redaktor naczelny